sobota, 28 stycznia 2017

Gradiam

     Często nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji naszych wyborów, ze skutków podążenia jedną z przedstawionych nam dróg. Poddajemy się im z nieukrywaną obojętnością. Stawiamy na podmuch wiatrów losu, który za nic ma swobodę i stabilizację. Ten igra z doczesnością, stawiając świat w środku cyklonu zdarzeń. A i Ci, którzy planują, nie zawsze doczekują się realizacji celów. Wyciągając w szczerych chęciach dłoń, wołają doń o światło, bo w ciemności nie każdemu przypisane jest szczęście, aby zjednoczyć się z tym co nam przyświecało.
      Pierwszy tydzień praktyk i onkologia. Czułam, że trafią mi się głębokie wody, ale nie takie usiane trwogą. Po tym, co zebrałam w pudełko z doświadczeniem, chcę jedynie przedstawić myśl. Ta towarzyszyć mi będzie długo. Szczególnie w czasach, gdzie kolejno umierają aktorzy z ukochanego filmu. Dopada ich rak. Który działa jak przytoczony już kiedyś "taniec śmierci". Otóż widzę, że to nie wygrana z rakiem czyni chorego zwycięzcą i bohaterem, to walka z nim przynosi laury. Niemoc, która im towarzyszy przymyka wszystkim oczy na ten niemy sukces. Niemy, bo niektórzy tracą możliwość rytualnego okrzyku "Victoria". Obok łóżka chorego czułam się jak nikłe stworzenie. Jak słaba istota, która waha się nad własną linią życia. Choć fizycznie nic mi nie dolegało (teoretycznie).
     Po zakończeniu praktyk, wcale nie czuję się jako tonący, który wreszcie dociera na płyciznę. Ani trochę. W uszach dudnią mi niemal apokaliptyczne trąby, które zwiastują, że żniwa raka będą jeszcze obfitsze. Cisi, którzy trwają w woli walki, na samym starcie stają w obliczu światła, które obleka ich poczynania.
    Tak więc krok po kroku dochodzimy do świecy i prób podtrzymywania płomienia. Pamiętajmy kto go dał, a co go nam odbiera.

Szepty dochodzą do mych uszu,
kołatanie odbija się od odrzwi.
Otwieram,
a tam ani żywej duszy.

Cicho według praw mi nadanych,
wyrażam to, co za chwilę się stanie.
Panie, czy pozwolisz?
Przysięgam, z mej mocy- nic złego Ci się nie stanie.

Ni słowem, ni skinieniem.
Dręcząc moje sumienie.
Osłuchuję oddech,
przymierzam ciśnienie.

Jednego palca skinienie.
Idziemy dalej.
Nie zważmy i tejże szali.
Pozostawmy ją, jak żeśmy zastali.

W mocy Pana twój czas jest zmierzony,
niechże Ci będzie on odkupiony.
Polany życzliwym słowem,
opatrzony miłości mrowiem.
I w świętej wierze oddany szczerze,
ja sama w to święcie wierzę.

*Gradiam, z łac. Krok po kroku Bo i życie tak prowadzi. Z lewej nogi na prawą. Czasem przy świetle, czasem w mroku. Jedną w przepaści, inną w obłoki. Zachowaj!

5 komentarzy:

  1. Aż nie wiem, co napisać. Kojarzę osoby, które mają lub miały (bo śmierć wzięła je w swoje szpony) raka.
    To niesprawiedliwe,że niektórzy muszą cierpieć.
    Bo nie ma lekarstwa.
    A wystarczyłaby jedna głupia tabletka!
    Nie rozumiem, dlaczego jedni mogą żyć, mając wszystko pod dostatkiem, podczas gdy drudzy walczą o ostatni oddech, pozostawieni przez bliskich na samotną tułaczkę w szpitalu.
    Dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne to były niewątpliwie doświadczenia. Ale rozwijające. Wzbogacające doświadczenie życiowe. I takie są potrzebne,bo świat i życie człowieka nie składa się tylko z pozytywnych i przyjemnych doświadczeń. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poruszające, ale jakże prawdziwe słowa... To przykre i zarazem straszne, że wokół nas tylu cierpiących ludzi. Sama widziałam z góry skazaną na przegraną walkę z rakiem mojego ukochanego dziadka. W ciągu dwóch tygodni krzepki mężczyzna stał się roślinką, która coraz słabiej ściskała mnie za rękę. Nie było mnie przy nim, kiedy odetchnął ostatni raz. Nie wiem, czy byłabym w stanie stawić temu czoła. Rok później na raka zmarła jego córka - moja ciocia. Także walczyła, niestety... Mój ojciec się załamał. W ciągu tak krótkiego czasu stracił ojca i jedyne rodzeństwo, jakie miał. A nasza rodzina od zawsze była bardzo ze sobą zżyta. To były trudne do przełknięcia chwile i choć minęło już prawie 10 lat, czasami wciąż tak mocno to boli. Takie niestety bywa życie, czasami piękne, czasami wywołujące cierpienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszna historia, współczuję. Nie dziwię się, że widok umierającego na raka wywołuje strach. Raka można dotknąć, zobaczyć, poczuć, usłyszeć, działa na wszystkie zmysły, po obu stronach...

      Usuń
  4. Pięknie napisane. Ten wiersz ślicznie napisałaś. Niestety takie jet życie, ciężkie i nie łatwe. Choroby, cierpienie i ból.. :(
    Jeśli chcesz wpadnij do mej krainy: https://emi-chan-magicworld.blogspot.com/
    XOXOXOXOXOXO
    Emi Chan

    OdpowiedzUsuń

Ślad, który po sobie zostawisz, pozwoli mi Ciebie odnaleźć, a Twoje słowa staną się darem, którego być może nie jestem godna, lecz z chęcią popracuję, by na niego zasłużyć.